Premier u robotów

Premier u robotów

Nie było kamer i mikrofonów. Nie było dystansu ani napuszenia. Był luz, bardzo dużo radości i wybuchów śmiechu w czasie rozmowy uczonych mężów (także płci żeńskiej) z premierem, który wręczył im zaproszenia na pierwszy wyjazd stypendialny na Uniwersytet Stanforda w USA. Tam, jak mówi minister Kudrycka, mają dać sobie „wszczepić wirusa innowacyjności”, czyli poznać, jak sobie radzić z transferem wiedzy i wyników badań do gospodarki.

Uroczystość odbyła się w Przemysłowym Instytucie Automatyki i Pomiarów, w którym, jak powiedział jego szef Jan Jabłkowski „działamy wszyscy w przeświadczeniu, że najważniejszym efektem prac naukowych są innowacje i wdrożenie ich do przemysłu. Dlatego dzisiaj pokazujemy gościom i prezentujemy z wielką dumą najbardziej udane projekty innowacyjne, i dlatego też dzisiaj wyróżniamy czterech naszych kolegów, którzy w ostatnich latach (2009 – 2011) zrobili najwięcej”, dodając, że „u nas panuje przekonanie, że to,  co nie trafia na rynek, przestaje istnieć” . 

– Premier jest u nas pierwszy raz – powiedział, oczekując na Donalda Tuska Adam Andrzejek, kierownik pracowni, która opracowuje i produkuje roboty mobilne. – Chcemy pokazać panu premierowi wszystkie nasze roboty, których jesteśmy jedynym w Polsce producentem. Robi wrażenie szpaler tych robotów. – dodał. Czekając na premiera zapytałam Adama Andrzejka, czy roboty ruszą na powitanie Donalda Tuska. – Bardzo chętnie by to zrobiły, ale co panowie z BOR by powiedzieli? – zastanawiał się mój rozmówca. –  Każde urządzenie ma swoją masę, pierwszy waży pół tony, to by nie było chyba dobre powitanie. – tłumaczył. Ciekawiły mnie również losy projektu zastępowania robotami ludzi w elektrowniach atomowych, jedynego takiego na świecie. – Żeby powstały takie roboty, szczególnie wobec perspektywy budowy elektrowni atomowych w Polsce, zawiązane jest konsorcjum ATENA. Premier już o tym słyszał, dostał zaproszenie na spotkanie, na pewno przypomnimy się w tej sprawie – wyjaśniał Adam Andrzejek.  

Przerwaliśmy rozmowę, kiedy nadjechał premier. Oglądał cuda techniki, docenił natychmiast polską specjalność, która w odróżnieniu od obyczajów zagranicznych, polega na tym, że robi się dokładnie to, czego potrzeba klientowi, a nie każe mu wybierać z tego, co ma się akurat do sprzedania. 

Wielką frajdę sprawił premier nagradzanym pracownikom Instytutu, - a także sobie – mogąc wręczać nagrody za osiągnięcia w dziedzinie patentowania, za zdobywanie nagród w międzynarodowych konkursach, za publikacje w międzynarodowych czasopismach i wdrożenia. Nagrodzeni zostali Konrad Bożek, Roman Szewczyk, Ignacy Bojanek czy Stanisław Nycz.

– Trochę na mnie czekaliście, ale trudno nie ulec fascynacji tym, co robią koleżanki i koledzy. Dla mnie to szczególnie ważne. Bo ktoś, kto ma tutaj (wskazanie na rozum), może konkurować z każdym. Stwarzacie przestrzeń nadziei dla tych wszystkich, którzy rozumieją innowacyjność, którzy wierzą w siłę swojego intelektu. Trzeba nam synergii, kreatywności, wiary we własne siły. – powiedział premier do zebranych. 

–  Wyższe wykształcenie będzie niczym, jeśli ograniczy się do zdobycia dyplomu. Od Was zależy przyszłość -  zwrócił się do całkiem młodych i trochę starszych naukowców, którym najbardziej zależy na wdrażaniu wyników swoich badań. 

–  Ależ premier na luzie, jakby w środku urlopu a nie w końcu kampanii wyborczej do nas przybył.  Wszystko rozumie, kojarzy. To mój pierwszy osobisty kontakt z tym ciepłym, otwartym człowiekiem –  powiedział dyrektor Jan Jabłkowski, kiedy pożegnał odwiedzającego Instytut premiera Donalda Tuska. 

Wyślij e-mail Drukuj