- miesiąc -
- dowolny -
styczeń
luty
marzec
kwiecień
maj
czerwiec
lipiec
sierpień
wrzesień
październik
listopad
grudzień
- rok -
- dowolny -
2010
2009
2008
2007
Aktualności   Newsy

11-03-2010

Jesteśmy zieloną wyspą

Z Janem Krzysztofem Bieleckim, premierem Polski w 1991 roku, współzałożycielem KLD i wieloletnim prezesem banku Pekao SA o polskim sukcesie gospodarczym 2009 roku, początkach centroprawicy w latach 90 i prognozach na wyborczy 2010 rok rozmawiają Jakub Olech i Mateusz Drożdż

Panie Premierze, Polska jest zieloną wyspą wzrostu gospodarczego na gospodarczej mapie Europy. Czemu to zawdzięczamy?
Polska niewątpliwie odniosła sukces. Potwierdził to ostatnio Międzynarodowy Fundusz Walutowy ustami swojego bardzo ważnego urzędnika i wybitnego autorytetu ekonomicznego, Marka Belki, w wypowiedziach publicznych. Ten sukces nie wynika jednak tylko i wyłącznie z dużej przedsiębiorczości i aktywności Polaków, co niektórzy komentatorzy i politycy próbują podkreślać. Przyczynił się do tego także rząd, który dobrze przeprowadził nasz kraj przez okres kryzysu. Miał on szereg udanych posunięć, a w moim przekonaniu najważniejszym było to, które stworzyło „poduszkę bezpieczeństwa”, zabezpieczającą nas przed kryzysem walutowym. Nasz rząd mianowicie szybko i po cichu porozumiał się właśnie z Międzynarodowym Funduszem Walutowym odnośnie elastycznej linii kredytowej. Dzięki temu, że w razie konieczności mogliśmy z niej skorzystać, zyskaliśmy 20-miliardowy bufor bezpieczeństwa, który pozwoliłby na obronę złotówki. Polacy uwierzyli wówczas, że złotówka jest naprawdę mocną narodową walutą. Oprócz tego kroku widziałem też inne dobre posunięcia rządu, które wspomogły naszą polską tradycyjną przedsiębiorczość i optymizm. I udało nam się zachować wzrost gospodarczy przez ten trudny czas.

Inne rządy też próbowały, ale im się nie udało. Na czym polega ten fenomen, że nam się powiodło?
Skorzystaliśmy na osłabieniu złotówki, co pozwoliło naszym eksporterom utrzymać jako taką zyskowność, mimo o wiele mniejszej skali eksportu. Sukces wynikał również z tego, że nie byliśmy gospodarką za bardzo „przelewarowaną”, jak to było w innych krajach. Skrajnym przykładem kraju, gdzie stosunek długu do kapitału był wielokrotnie wyższy, jest obecnie Irlandia. I wreszcie - myślę, że system demokratycznego kapitalizmu wybitnie nam służy, bo mamy naturalną zdolność do szukania różnych nisz dla siebie. Przykładem jest to, jak sobie poradzili Polacy w Wielkiej Brytanii. Według danych brytyjskiego Home Office spodziewano się tam napływu 60 tys. Polaków, a przyjechało ich 600 tys., a niektórzy mówią, że nawet milion naszych rodaków. Po prostu – nie stoimy i nie czekamy, jak czynią to niektóre inne społeczeństwa, na to, co złego może się zdarzyć, tylko działamy. W czasie kryzysu taka inicjatywa jest bardzo ważna.

Jak będzie wyglądał ten rok w polskiej gospodarce?
Oby dobrze, choć paradoksalnie dodatkową trudnością może być fakt, że pierwszy kwartał 2009 roku okazał się relatywnie bardzo dobry i wzrost PKB osiągnął wartość +0.9 proc., kiedy niemal cała Europa była na minusie. Skoro tak, to większość może teraz pomyśleć, że nie tylko jest już po kryzysie, ale wszystko będzie bardzo ładnie rosło. Ale może tak nie być i obawiam się, że drugie półrocze 2010 roku może być gorsze niż pierwsze.

Co w najbliższym czasie będzie największym motorem napędowym dla polskiej gospodarki?
Myślę, że w dalszym ciągu będzie to eksport, ponieważ nie wydaje mi się, aby złotówka silnie umocniła się w 2010 roku. Eksport utrzyma więc rolę motoru rozwojowego. Mam też nadzieję, że konsumpcja nam nie zmaleje. Ta solidna pozycja Polski dostrzegana jest już za granicą, choć jeszcze nie w Polsce. Obecnie nikt już na Polaków nie patrzy jak na ubogich krewnych ze Wschodniej Europy, ale jak na poważne i liczące się państwo w Europie. Ta pozycja pozwoli nam na zwiększony napływ ciekawych inwestycji zagranicznych, co powinno być dodatkowym akceleratorem wzrostu gospodarczego.

Na jaki eksport powinniśmy się nastawiać? Pytając językiem ekonomicznym: Low-tech, middle-tech, high-tech?
Nie mamy wyjścia. Cały czas musimy się przesuwać do produktów o coraz to wyższym poziomie przetworzenia. Wynika to z tego, że praca Polaków jest coraz droższa i trudniej nam będzie rywalizować np. z Chińczykami.

Poruszmy teraz kwestie historyczne. Był Pan jednym z twórców Kongresu Liberalno-Demokratycznego. Czy widzi Pan analogie między KLD a Platformą Obywatelską? Czy PO jest spadkobierczynią KLD?
Jeśli się popatrzy na credo, które przyjął Kongres, a w którym odwołuje się do wolności, odpowiedzialności i własności prywatnej, to widzę tutaj dużo kontynuacji. Natomiast, oprócz głównych zasad, cała reszta jest inna. Kongres był maluteńką partią zrzeszającą kilkaset osób, natomiast Platforma jest masową formacją, która ma bardzo silną pozycję w Polsce.

Gdy na początku lat dziewięćdziesiątych KLD powstawał jako jedna z pierwszych partii w Polsce, w tym czasie powstawało Porozumienie Centrum, które przekształciło się po latach w PiS. W czasach początków obu formacji mówiło się nawet o ich fuzji…
W zasadzie Kongres był częścią Porozumienia Centrum, które wówczas nie było żadną partią. Wtedy, na początku lat 90., wydawało się, że w Polsce potrzebna jest centroprawica, która była wówczas bytem zupełnie nieznanym. Trudno było sobie natomiast wyobrazić, że może być dziesięć podmiotów centroprawicowych, skoro jeszcze nie było żadnego. Większość z nich plasowała się w centrum lub na lewo od niego.

Dlaczego te dwie drogi się rozeszły?
Myślę, że ta tradycja KLD była bardziej zbliżona do idei demokratycznego kapitalizmu opisanego przez Michaela Novaka. Natomiast ojcowie-założyciele PC byli jednak zdecydowanie bardziej osadzeni w tradycji silnego państwa i dużego pola interwencjonizmu.

Ma pan teraz rok „wakacji” od bankowości, którą się pan zajmował od dłuższego czasu. Spekuluje się, że wróci Pan do polityki. Wymienia się nawet możliwe funkcje: prezydent, premier, a nawet prezes PZPN…
To takie trochę niepoważne spekulacje. Próbuje się mnie obsadzić w najróżniejszych rolach. Natomiast faktem jest, że mogę w trakcie tego roku dobrze płatnych wakacji zrobić coś pro publico bono i nie oczekiwać z tego tytułu żadnych gratyfikacji.

Nie pracując już dla banku może Pan przybrać barwy partyjne. Czy zapisze się Pan do PO?
Zapisałem się raz w życiu do partii – był to Kongres. Potem przymusowo mnie wcielono do Unii Wolności – i to w moim życiu była jedyna decyzja o upartyjnieniu. I zanim podejmę decyzję o kolejnym, mocno się zastanowię.

Ale ma Pan wpływ na PO. W jakiej roli by się Pan widział? Ideologa, zarządzającego, organizatora, kogoś sterującego w drugim szeregu?
Żadna taka nieprzejrzysta pozycja nie wchodzi w rachubę. Myślę, że najbliższe miesiące pokażą, jak mogę najlepiej wykorzystać swoje doświadczenie.

Jaki będzie ten wyborczy rok 2010 dla Platformy?
To będzie ważny rok dla PO, rok do pokazania Polakom, że ma się pomysł na długoletnie rządzenie w Polsce. Nie wystarczy wygrać jedne czy drugie wybory, zostać burmistrzem czy prezydentem. Trzeba pokazać projekt na Polskę w perspektywie kilku lat, bo tylko na tej podstawie można pokazać społeczeństwu, że Platforma dobrze służy Polsce.

Czy nie rozważyłby Pan możliwości przeprowadzenia się do Krakowa, aby wzmocnić małopolskich liberałów?
No, tak. Są takie dwa miejsca, w których chciałbym mieszkać – albo nad wodą, albo w górach, ale nie chciałem nigdy mieszkać w centrum. Kraków jest blisko gór, więc teoretycznie wchodzi w grę (śmiech).

Tekst ukazał się w marcowym numerze pisma członków i sympatyków PO RP „MałoPOlska”.

Ludzie Platformy Obywatelskiej

Sonda

Regionalne serwisy PO

Biuro Krajowe PO, ul.Andersa 21, 00-159 Warszawa
tel.: (22) 635-78-79, (22) 831-55-07
fax: (22) 635-76-41
Redakcja serwisu PLATFORMA.ORG
ul. Marszałkowska 87 lok. 85
tel.: (22) 402 42 01 wew 118
www@platforma.org
Instytut Obywatelski PO RP
ul. Marszałkowska 87 lok. 85 00-683 Warszawa
tel. (22) 402 42 01 wew 116
fax (22) 402 42 01 wew 113
instytutobywatelski@platforma.org