Aktualności
Newsy
08-02-2010
Z Ukrainą należy współpracować bez względu na to, kto wygra
Wstępne wyniki wyborów na Ukrainie wskazują, że prezydentem zostanie przywódca "niebieskich" Wiktor Janukowycz. Dla portalu platforma.org o sytuacji na Ukrainie oraz o potrzebie redefinicji polskiej polityki wobec tego kraju mówi Paweł Zalewski, eurodeputowany Platformy Obywatelskiej:
Kontekst tegorocznych wyborów na Ukrainie jest bardzo odmienny od sytuacji poprzednich wyborów na przełomie 2004 i 2005 roku. Wówczas stawką było to, czy Ukraina stanie się państwem demokratycznym, czy obywatele będą mogli dokonać uczciwego wyboru prezydenta, czy też głosowanie odbędzie się pod rosyjską presją. W tym roku takiego niebezpieczeństwa nie było, ale widać, że utrwalił się podział na Ukrainę pomarańczową i niebieską. Gdy porównamy mapę wyborczą z roku 2005 i obecnego widać, że regiony głosowały niemal identycznie wschód na polityków niebieskich, zachód i centrum na pomarańczowych.
Sukcesem Pomarańczowej Rewolucji jest bez wątpienia to, że obecne wybory odbywały się, zdaniem obserwatorów, w sposób wolny i demokratyczny, bez ingerencji sił wewnętrznych, które miałyby wpływ na wynik głosowania. Porażką Pomarańczowej Rewolucji jest natomiast to, że przez te pięć lat Ukraina nie dokonała zasadniczych reform państwowych i ustrojowych, których oczekiwali zwolennicy Pomarańczowych i świat zachodni. Także dwie główne postacie tegorocznych wyborów - Julia Tymoszenko i Wiktor Janukowycz nie zaprezentowali programu zasadniczej przebudowy państwa. Julia Tymoszenko, która w ciągu tych pięciu lat dwukrotnie zajmowała urząd premiera, nie zrobiła praktycznie nic, by dokonać zasadniczych reform, przybliżających Ukrainę do standardów europejskich.
Z moich obserwacji wynika, że na Ukrainie wzrasta liczba osób, które są rozczarowane i świadome, że ani Janukowycz ani Tymoszenko nie dokonają rzetelnych, realnych reform państwowych i ustrojowych. Ta grupa poszuka być może w najbliższych latach nowego politycznego przywództwa, nie wykluczam, że pojawi się na Ukrainie nowy lider, który podejmie próbę zjednoczenia proreformatorsko mylących obywateli.
Po tegorocznych wyborach prezydenckich Polska powinna dokonać redefinicji swojej polityki wobec Ukrainy. Przede wszystkim należy rozpocząć współpracę ze zwycięzcą wyścigu prezydenckiego, nie ulegać w przyszłości pomarańczowej klaustrofobii. Nadszedł czas, by przemyśleć polską politykę, zastanowić się nad jej zaletami, wadami i osiągnięciami. Niestety, w ciągu ostatnich 5 lat, gdy ze względu na rangę i kompetencje ukraińskiego urzędu prezydenta, polską politykę wobec Ukrainy prowadziła głównie kancelaria prezydenta RP, było wiele niepowodzeń. Zaczęły się już w roku 2005, gdy Julia Tymoszenko zniosła swobodne strefy inwestycyjne, likwidując wszystkie przywileje, z których korzystali głównie polscy biznesmeni i utrzymując zarazem ich zobowiązania. W tej sprawie jak i w późniejszych reakcji pałacu prezydenckiego nie było. Ostatnie decyzje prezydenta Juszczenki o uczynieniu ze Stefana Bandery bohatera narodowego Ukrainy są krokiem, który stawia poważny znak zapytania nad intencjami ukraińskiego prezydenta. Ta decyzja została potępiona przez wiele środowisk polskich; dziwię się, że dopiero po wielu dniach zareagował na nią prezydent Kaczyński. Polityka prowadzona przez kancelarię Lecha Kaczyńskiego bezwarunkowo popierała prezydenta Juszczenkę. Prezydent Polski posunął się do rzeczy niesłychanej - zrelatywizowania pamięci narodowej i zbrodni na Polakach. Podkreślając zbrodnie katyńskie, czyniąc z potępiania zbrodni niemieckich czynnik, który
legitymizuje jego działania w Polsce, bardzo łagodnie traktował zbrodnie wołyńskie. Pokazuje to, że polska polityka obozu prezydenckiego nie traktowała poważnie ani Ukraińców, którym należało otwarcie przedstawiać nasz punkt widzenia ani polskiej pamięci historycznej.
Nowe rozdanie na Ukrainie to dobry czas, by rozpocząć nową politykę wobec Ukrainy. A w związku z tym, że Ukraina jest kluczem do państw dawnego Związku Sowieckiego, nadszedł też czas na przemyślenie całej polityki wschodniej. - mówi Paweł Zalewski.
j