Podsumowanie tematu. Nawet w swoich najlepszych latach Rzeczpospolita nigdy nie posiadała marynarki, która byłaby choćby
porównywalna z jej siłami lądowymi.
Bitwy na Bałtyku wygrywali dla Polski sojusznicy, miasta pruskie albo najemni kaprzy.
Realne próby budowy samodzielnych sił morskich podjęli jedynie Zygmunt August i dwaj pierwsi Wazowie.
Za każdym razem zabrakło jednak konsekwencji i odpowiednich nastrojów politycznych.
Obydwa okręty ostatniego z Jagiellonów zgniły po jego śmierci na nabrzeżach, z kolei flota Wazów, oprócz
skandynawskich nieprzyjaciół, miała przeciwko sobie także gdańszczan i większość polskiej szlachty.
Jedni i drudzy w podległej królowi marynarce wojennej widzieli zagrożenie dla wolnego handlu, a co za tym idzie
− narzędzie mogące osłabić demokrację.
W przeszłości problemami floty zajmowało się trzech króli. Okres międzywojenny.
SKROMNA GDYNIA
Pozbawioną Gdańska Rzeczpospolitą stać było jedynie na symboliczną militarną obecność na Bałtyku.
Do 1926 roku Polska Marynarka Wojenna liczyła zaledwie pięć poniemieckich torpedowców, dwie odkupione
od Finlandii kanonierki, cztery trawlery i dwa transportowce.
W tej sytuacji przemysł stoczniowy był w Polsce budowany od podstaw.
W Gdyni dopiero w 1931 roku zwodowano pierwszą motorówkę własnej produkcji.
Okręty klasy korweta i nisczyciel min. Plan umiarkowany na lata 2010 -2018 opracowany pod szefostwem pana Bogdana Klicha.
ze względu na brak funduszy modernizacja Marynarki Wojennej będzie niewystarczająca.
Ma ona co prawda wzbogacić się o korwetę Gawron, ale na razie budowa została zawieszona do końca 2010 roku.
Poza zakupem kilku nowych śmigłowców w planach jest rozpoczęcie programu niszczyciela min (Kormoran II).
Do końca okresu planistycznego do służby powinna być wprowadzona jedna jednostka, natomiast w 2017 roku
– nowy okręt podwodny.
Zanim to nastąpi, w Kobbenach mają zostać wymienione baterie akumulatorów.
Program zakłada też „płytką modernizację” dwóch fregat typu Oliver Hazard Perry.
Prawdopodobnie skorzystamy z doświadczeń innych użytkowników tych jednostek, na przykład Turcji.
Przewidziany jest też remont modernizacyjny dwóch ostatnich polskich Tarantul, OORP „Metalowiec” i „Rolnik”,
co pozwoli o kilka lat przedłużyć czas ich użytkowania.
Zespoły napędowe tych jednostek mają być wyremontowane na Ukrainie
Dlaczego
nie stać kraju na utrzymanie stoczni MW? Jaka przyszłość stoczni? Ile jest prawdy w pogłoskach, potwierdzonych także w jakimś stopniu przez ministra obrony narodowej,
o inwestorze francuskim, konkretnie koncernie DCNS?
Mówiło się także o holenderskim Damenie...
- Holendrzy nie złożyli aplikacji, więc zostaje jedynie DCNS.
W tej chwili rozmowy są zawieszone, bo sprzedawanie stoczni w tym momencie byłoby, powiedzmy, przedwczes
Co w tej chwili dzieje się z okrętem klasy Gawron?
Zilustruję to na przykładzie Gawrona.
Wszyscy piszą, że stocznia „cacka się” z tym okrętem od 2001 roku.
A jest tak, że w 2001 roku przyjechał premier Leszek Miller, wbił młotkiem do klocka blaszkę
i „rozpoczęła się budowa korwety”.
Tylko, że było to tak, jakby panowie zamierzali zbudować dom, kupili działkę i wbili w nią palik,
a potem zaczęli się rozglądać za pieniędzmi.
Przez trzy lata trwała dyskusja, czy budujemy siedem, pięć, a może trzy korwety.
A to oznacza, że nie można ruszyć, bo przy każdym wariancie zmienia się rozłożenie kosztów.
W 2006 roku zapadła wreszcie decyzja: są pieniądze, budujemy.
I zbudowaliśmy w pełni wyposażony kadłub, w tempie, w jakim buduje się je na świecie.
Pisano też, że robimy tego Gawrona najdrożej jak tylko można.
Otóż nasza korweta jest tańsza o 20 procent, niż taka sama, a gorzej wyposażona, robiona w Niemczech.
Zły PR albo zwyczajny jego brak podczas budowy korwety.
A już tak niewiele potrzeba na dokończenie budowy.
Wróćmy do Gawrona.
Co się z nim dzieje?
- Gawron wrócił do hali, trwają na nim prace.
Chętnie byśmy już na nim budowali nadbudówkę, ale przedtem musi zapaść decyzja w sprawie systemu walki,
co powinno się stać w 2011 roku.
Na razie kończymy platformę.
Tracimy duże pieniądze na utrzymanie Gawrona, a gdy wreszcie spłynie na wodę, na większość jego części
nie będzie już gwarancji...
- System walki będzie nowy, więc kwestia gwarancji tutaj nie występuje.
Natomiast jeżeli chodzi o inne urządzenia, robimy przeglądy, żeby nie utracić gwarancji, a poza tym producenci,
wiedząc, że okręt nie pracuje, przedłużają gwarancje.
To jednak prawda, samo utrzymanie kosztuje setki tysięcy złotych rocznie.
Ale jednostka musi być ubezpieczona i pilnowana.
To są koszty, które ponosi państwo.
Tego nie przeskoczymy.
Prezes Stoczni
Marynarki Wojennej w Gdyni pan Roman Kraiński. W wywiadzie prasowym jest nutka optymizmu.
Nadto potrzebny jest PR w dobrym wydaniu.