Aktualności
PO w mediach
07-03-2008
Gronkiewicz-Waltz: Powinno się znieść quasi-podatek na telewizję
Ja rozumiem, że nie każdy musi się z nami zgadzać, ale uważam, że ta Telewizja Publiczna musi dawać sobie radę tak, jak dawały sobie radę inne telewizje, a inne telewizje dawały sobie radę od zera - powiedziała Hanna Gronkiewicz-Waltz w "Poranku Radia TOK FM"
Katarzyna Kolenda-Zaleska: Donald Tusk wstrzymuje nominacje wiceprezesów banku centralnego i liczy na to, że prezes NBP znajdzie nowych. Jak by pani się czuła, gdyby blokowano zaproponowanych przez panią wiceprezesów?
Hanna Gronkiewicz-Waltz: Zacznijmy od początku. Prezes NBP musi zdawać sobie sprawę, że jest to decyzja, za którą również premier bierze odpowiedzialność, ponieważ zgodnie z konstytucją wymagana jest kontrasygnata.
Katarzyna Kolenda-Zaleska: Tak. I tej już nie ma od ponad miesiąca.
Hanna Gronkiewicz-Waltz: Tak. I tak się w moim przypadku szczęśliwie złożyło, że premier Buzek, bo do niego wtedy się zwracałam, po przedstawieniu przeze mnie kandydatów, którzy obaj pracowali od kilkunastu lat w NBP, nie miał żadnych zastrzeżeń, ale poszłam do niego z życiorysami, pokazałam te życiorysy i uwzględnił moje rekomendacje. Przypomnę, że ówcześni moi zastępcy, czy pan prezes Stopyra, czy pan prezes Kokoszczyński, byli ludźmi, którzy większość swojego życia naukowego i zawodowego spędzili w Banku Centralnym. Bank Centralny jest bardzo specyficzną instytucją w tym względzie. Natomiast ja rozumiem, osobiście w te sprawy nie wchodzę, ale słyszałam, że zastrzeżenia premiera pojawiły się na skutek wypowiedzi profesora Kozińskiego, który powiedział, że będzie interweniował na rynku i przy jakim poziomie. W związku z tym w praktyce oznaczałoby to, że polityka kursowa będzie w Narodowym Banku Polskim, czego nie ma w żadnym państwie Unii Europejskiej, a nawet w samej Unii kurs waluty ustalają rządy, a nie Europejski Bank Centralny. I myślę, że ta wypowiedź nieco zastanawia pana premiera.
Katarzyna Kolenda-Zaleska: I dlatego można przez miesiąc blokować i wstrzymywać decyzje?
Hanna Gronkiewicz-Waltz: Pamiętajmy, że sytuacja nie pojawiła się, jak w moim przypadku w roku 1998, dlatego, że trzeba było powołać nowych wiceprezesów, bo wchodziła nowa ustawa, moja kadencja była od początku, ale że pan prezes Skrzypek już jest rok i że obaj wiceprezesi zrezygnowali ze względu na pewną niemożliwość współpracy w tej, czy innej formie. Czyli to nie jest taka sytuacja, że jest nowy prezes, chcemy mieć nowych wiceprezesów, bo poprzednim się skończyła kadencja, tylko wynika z tego, że jest napięcie pomiędzy prezesem, a niektórymi członkami Rady Polityki Pieniężnej, jest napięcie między wiceprezesami, którzy po, jeden niespełna roku, drugi ponad roku współpracy z prezesem chcą odejść. Jest to bardzo trudna sytuacja ze względu na to, że pan prezes Skrzypek, sam nie będąc bankowcem i borykając się z bardzo wysoką inflacją tej wiarygodności NBP nie buduje w sposób, jaki to robił jego poprzednik.
Katarzyna Kolenda-Zaleska: Właśnie Pani Prezydent, skąd ta inflacja i jak ją zdusić?
Hanna Gronkiewicz-Waltz: Ta inflacja ma dwie przyczyny. Staram się być zawsze rzetelna, więc nie mówię, że cała wina leży po stronie Prezesa i Rady Polityki pieniężnej, bo jest część inflacji, który ma tak zwany charakter niemonetarny, niepieniężny i to są przede wszystkim skutki wysokich cen żywności i wysokich cen ropy naftowej. A druga część jest niestety monetarna. To po prostu Rada Polityki Pieniężnej, w mojej ocenie, jeszcze za czasów Prezesa Balcerowicza, miała zbyt gołębią, czyli za łagodną, za miękką politykę. W związku z tym za późno zaczęła podnosić stopy procentowe, a teraz jeśli będzie robić to często i nerwowo, to też nie jest dobre. Dlatego, że między podniesieniem bądź obniżką stopy procentowej, a jej skutkiem w takiej gospodarce jak Polska, już rozwiniętej, ustabilizowanej, jest do półtora roku różnicy, czyli jak coś dziś zrobimy, efekty będą od roku do półtora. Później pan Prezes Skrzypek i też część Rady Polityki pieniężnej hamowała już w roku 2007 podwyżki, które, jak dzisiaj się okazuje, byłyby niezbędne. I stąd takie skutki. Dlatego Narodowy Bank Polski musi dbać o reputację, bo od tego zależy nasze wejście do strefy euro i ta wiarygodność jest niezwykle potrzebna. Ja mam nadzieję, że prezes i premier znajdą wspólny język, ja już zostawiłam bank dziesięć lat temu i teraz jestem nakierowana na zupełnie co innego, muszę powiedzieć, że nawet bardziej mnie to interesuje jako profesora prawa bankowego niż jako byłego prezesa NBP.
Katarzyna Kolenda-Zaleska: Tak, ale inflacja panią dotyczy i też interesuje jak każdego z nas zresztą. Pani Prezydent, pani jest również wiceprzewodniczącą Platformy Obywatelskiej, proszę mi powiedzieć, zniesienie abonamentu dla emerytów to zagrywka propagandowa wyłącznie i taka, która ma szkodzić telewizji publicznej.
Hanna Gronkiewicz-Waltz: O ile pamiętam, zniesienie abonamentu zapowiadaliśmy już chyba nie w pierwszej kampanii, ale od początku w różnych kampaniach. Jeśli chodzi o to dlaczego emeryci, dlatego, że są emerytami i w związku z tym jest to dla nich wydatek, a zdaje się, że oni najbardziej sumiennie płacą ten abonament.
Katarzyna Kolenda-Zaleska: Tak, oni płacą najbardziej sumiennie, ale nawet ci, którzy mają małe emerytury mówią, że te siedemnaście złotych, bo siedemnaście złotych miesięcznie płacą, to nie jest znowu aż taki wielki wydatek. Jest, owszem, przy emeryturze 500 złotych miesięcznie, ale nie aż taki wielki, żeby kruszyć kopie o to. Dlatego więc mówię o propagandowym efekcie.
Hanna Gronkiewicz-Waltz: Od początku byliśmy przeciwnikami abonamentu i reprezentowaliśmy tę koncepcję. Ktoś może uważać, że jest ona niesłuszna, ale my uważamy, że telewizja publiczna, tak jak inne telewizje powinna sobie dawać radę, a jeśli chce mieć ten element misyjny jako telewizja publiczna, to powinny być określone środki wprost z budżetu, a nie z abonamentu. Dlatego, że dziś ogląda się różne telewizje, jest duża konkurencja i musi sobie dawać radę na rynku tak jak inne, a nie z powodu abonamentu. To była nasza koncepcja, którą głosiliśmy w 2005 roku, kiedy startowałam w poprzedniej kampanii parlamentarnej i teraz to realizujemy i tyle.
Katarzyna Kolenda-Zaleska: No dobrze, pani prezes, ale pani przed chwilą rozmawiała z panem prezesem Dworakiem tutaj u nas w radiu, który jest zdecydowanym przeciwnikiem waszych koncepcji, choć był waszym ekspertem w kampanii wyborczej. Mnóstwo ekspertów także związanych albo sympatyzujących z Platformą, nie mówię tylko o przeciwnikach Platformy, mówi: to jest zła koncepcja, to jest idiotyczna koncepcja. Państwo w ogóle nie słuchają tych argumentów, ja nie mówię, że nie słuchają państwo opozycji, bo tutaj można dyskutować, ale ekspertów państwo nie słuchają, nikogo.
Hanna Gronkiewicz-Waltz: Myślę, że troszeczkę pani redaktor, też jako przedstawicielka mediów emocjonalnie do tego podchodzi, chociaż nie mediów publicznych. Ja myślę, że koncepcja Platformy, jak oceniam to z zewnątrz właśnie jako profesor prawa jest taka, żeby maksymalnie wbrew temu co wszyscy mówią, telewizję publiczną odpolitycznić. Uczynić z niej pewną spółkę medialną, która tak jak inne, jak TVN jak Polsat, jak Puls musi sobie dawać radę.
Katarzyna Kolenda-Zaleska: Ale to jest telewizja publiczna, a nie prywatna, komercyjna.
Hanna Gronkiewicz-Waltz: No tak, ale nie we wszystkich krajach są abonamenty. Jest czasami przewidziany w budżecie pewien fundusz na cele misyjne, natomiast problem polega na tym, żeby odpolitycznić Telewizję Publiczną, trzeba maksymalnie
Katarzyna Kolenda-Zaleska: To Minister Spraw Zagranicznych ma decydować na co przeznaczyć pieniądze w telewizji publicznej? No jak można mówić o odpolitycznieniu?
Hanna Gronkiewicz-Waltz: Ja myślę, że to dotyczy pewnych problemów określonych emisji. Akurat w BBC jest ten abonament, ale misja nie polega na tym, że się chwali rząd, tylko na tym, żeby na przykład określone programy historyczne puszczać i myślę, że może być nawet takie wskazanie, żeby na kanał Kultura, czy inne przeznaczone były większe środki.
Katarzyna Kolenda-Zaleska: Ale mówi pani określone programy historyczne. Czy określone, bo takie, jakie się rządowi spodobają?
Hanna Gronkiewicz-Waltz: Nie jestem specjalistką z zakresu mediów, chociaż swego czasu w 1989 roku doradzałam Solidarności w Telewizji Publicznej.
Katarzyna Kolenda-Zaleska: Ale jest pani politykiem. Państwo decydują. I państwo decydują wbrew argumentom wszelkich ekspertów.
Hanna Gronkiewicz-Waltz: To znaczy część ekspertów, która to napisała, może to jest mniejszość, ale nie zawsze większość ma rację, twierdzi, że powinna być to normalna spółka, która sobie daje radę na rynku, a jeśli ma jakieś cele statutowe wyodrębnione jako misję to powinna na to dostawać określone środki, a nie powinno się utrzymywać jakiegoś kolejnego quasi-podatku tylko tym razem na telewizję. I taka jest filozofia naszego myślenia. Ja rozumiem, że nie każdy musi się z nią zgadzać, ale uważam, że ta korporacja musi dawać sobie radę, tak jak dawały sobie radę inne telewizje, a inne telewizje dawały sobie radę od zera. Musiały kupować sprzęt, budynki, więc tym bardziej nie jest to jakieś ograbianie telewizji publicznej, która niestety nie tylko za rządów PiS-u, ale za rządów SLD była takim zbrojnym ramieniem, ktoś może powiedzieć przewrotnie, że dzięki temu przegrywali wybory tak jak w 1989 roku PZPR przegrał wybory, ale myśmy raczej prosto niż przewrotnie.
Katarzyna Kolenda-Zaleska: Pani Prezydent, jeszcze chciałam panią zapytać o abolicję podatkową. Nie ma pani takiego poczucia, że tutaj Platforma wyjątkowo, nie chcę użyć słowa kompromitacja, ale zagrała bardzo nie fair w stosunku do ludzi na wyspach, w Anglii? Pani tam mieszkała przecież wiele lat i wie pani, jakie mają problemy. Mówicie, że jest projekt ustawy, natychmiast go wniesiemy, premier był dwa razy i nic. I jeszcze się okazuje, że wniesione projekty ustaw są niekonstytucyjne i mówi to nie kto inny, jak marszałek Bronisław Komorowski.
Hanna Gronkiewicz-Waltz: No myślę, że jest oczywiście rozwiązanie, żeby tego podwójnego opodatkowania nie było, bo o to chodziło, nie o abolicję, że ktoś nieuczciwie nie płaci niczego. Problem jak zwykle tkwi w szczegółach, to znaczy, kiedy zaczynają się opinie do poszczególnych projektów ustaw, bo taki projekt został przygotowany i z tego co wiem ma być wniesiony, to oczywiście część osób twierdzi, że część tych ustaw jest niekonstytucyjna. Przypomnijmy sobie chociażby ustawę o Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji, część została uchylona, przypomnijmy sobie inne zmiany, na przykład komisje śledcze. Tu jest zawsze pewne ryzyko, że projekt ustawy może być w jakichś aspektach niezgodny, ale ja uważam, że to powinno być dobrze opracowane i wniesione i będzie wniesione. W związku z tym diabeł tkwi w szczegółach w niejednej ustawie, natomiast my konsekwentnie chcemy to realizować, pamiętajmy, że nawet PiS chciał częściowo to zrobić i też widział jakieś trudności. Są takie rzeczy, jak chociażby obywatelstwo Polaków dla tych, którzy zostali wyrzuceni w 1968 roku, problem nie leży tam w woli i uważam, że to nie wynikało ani z woli prezydenta, ani nawet poprzednich rządów, tylko z przepisów, które były różnie interpretowane. Także mam nadzieję, że te wątpliwości będą usunięte, że abolicja w takie formie, w której byłoby najmniejsze ryzyko zaskarżenia do Trybunału Konstytucyjnego zostanie przyjęta.
źródło: Tok.fm