- miesiąc -
- dowolny -
styczeń
luty
marzec
kwiecień
maj
czerwiec
lipiec
sierpień
wrzesień
październik
listopad
grudzień
- rok -
- dowolny -
2008
2007
Aktualności   Newsy

08-08-2008

Wielkie święto sportu

Dzisiaj jest wielkie święto sportu. Co nie znaczy, że nie powinniśmy pamiętać o tych, którym dzieje się krzywda – mówi w audycji Salon Polityczny Trójki senator Platformy Obywatelskiej Andrzej Person, były rzecznik Polskiego Komitetu Olimpijskiego.

Polskie Radio: W Warszawie, a nie w Pekinie?
Andrzej Person: Nie. Od ’72 roku byłem na prawie wszystkich igrzyskach. Raz chcę spojrzeć z zewnątrz, jak to wygląda. W środku jest zupełnie inaczej.
Czyli to nie protest polityczny?
Nie, nie. Ja nie mogę protestować, bo nie miałbym szacunku do tych ludzi, którzy włożyli w to całe swoje dotychczasowe życie, bo nie da się w ciągu roku wypracować olimpijskiej formy. Oni nagle zostali ustawienie w narożniku do bicia przez tych polityków, którzy nie poradzili sobie z tym, co było wcześniej. To jest długa historia. Dzisiaj naprawdę jest wielkie święto sportu. Co nie znaczy, że nie powinniśmy pamiętać o tych, którym się dzieje krzywda. Ale ktoś zadecydował wcześniej, nie w 2001 roku, tylko wtedy, kiedy była dyplomacja pingpongowa, kiedy świat nagle się otworzył i powiedział: „Chodźcie tu do nas, bo u was będzie się tanio produkować trampki i inne gadżety.” Ale z drugiej strony uczciwie przyznajmy, że już dzisiaj Chińczycy nie witają się już pytaniem: „Czy dzisiaj już jadłeś?”, to było najpopularniejsze w Chinach. Nie ma tych dziesiątek milionów ludzi, którzy głodowali. Ten świat się zmienił i świat z kultury śródziemnomorskiej nie może udawać, że tamtego nie ma.
Właśnie. Jednak przedstawiciele najwyższych polskich władz, oprócz ministra sportu, nie pojechali do Pekinu. To dobrze?
Mam szacunek wielki do premiera, który, wiem, jest znakomitym znawcą sportu, a mimo to dotrzymał słowa, które dał wcześniej. Część zmieniła opinię. Pan Sarkozy wymachiwał szabelka, a w momencie, kiedy – nie chcę być złośliwy, ale – kiedy Chińczycy też pogrozili (bo przecież zawsze kij ma dwa końce), jednak pojechał, jednak Dalajlamy nie przyjmie. Do nas Dalajlama przyjedzie pod koniec roku. Krótko mówiąc, nie wszyscy tego słowa dotrzymali. Z drugiej strony znajdują wyjścia kompromisowe. Pan Sarkozy mówi, że dzisiaj wręczy chińskim przywódcom listę aresztowanych. To też jest jakiś sukces. Jeszcze inne rozwiązanie zastosowali Amerykanie…
To piękna historia jest. Wybrali na chorążego Lopeza Lomong, uchodźcę z Darfuru. On będzie chorążym amerykańskiej reprezentacji. To sami sportowcy wybrali, a nie komitet. To piękny gest.
Fantastyczny. Wszyscy o tym wiedzą. Gdzieś z tyłu głowy ta myśl kołacze cały czas: „Ja tu jestem, tam ludziom się krzywda dzieje.” Ale też mówimy o innym świecie. Ja, broń Boże, nie chcę żadnego moralnego relatywizmu stosować, że demokracja w Luksemburgu powinna być taka sama jak w Chinach, ale jednak to jest półtora miliarda ludzi. Te różne protesty i to, o co apeluje pan Pöttering – w jakimś sensie nasz przywódca, bo przecież przewodniczący Parlamentu Europejskiego – żeby sportowcy protestowali, ale jednak do Coca-Coli i tych innych firm jednak nie apeluje, tylko do tych, którzy tam pojechali.
Czy to tak na pokaz trochę będzie? Będą jakieś demonstracje, ale tak naprawdę o Tybecie się zapomni dzień po zakończeniu olimpiady?
To jest najważniejsze pytanie. Żeby nie zapomnieć, żeby spotkać się 25. sierpnia i cały czas o tym mówić. To wtedy na pewno odniesie skutek. Dziś już chyba jakiś skutek odniosło. Natomiast takie dramatyczne decyzje, że ja nie będę tego oglądał… oczywiście to jest prawo wyboru każdego, ale myślę jednak, że to jest wielkie święto, wielki festiwal i ciągle wielka idea, chociaż okaleczona. (…)
Jakie są nasze szanse medalowe?
Wczoraj starałem się patrzeć obiektywnie i nasz fenomenalny pięściarz pan Jerzy Kulej miał do mnie pretensję, że jestem mało optymistyczny. Ciężko być optymistą, jak widać co się dzieje. Pula medalowa jest ograniczona i najprawdopodobniej chińczycy wytną z niej najwięcej. Potem Amerykanie, którzy też nie lubią przegrywać. Potem Rosjanie, którzy cały czas się do tego przygotowywali. A później jest cały wielki sportowy świat, gdzie jest WF, w którym 40% ludzie się rusza, a nie 4% jak w Polsce.
Ale są jacyś pewniacy?
Są. Trudno sobie wyobrazić, żeby bez medalu, może nawet dwóch wrócili szermierze. Zwłaszcza dziewczyny. W dodatku takie ładne jak Sylwia. Liczę na sporty wodne, w których od dłuższego czasu się specjalizujemy. Wspomnijmy chociażby o wioślarzach. Ta czwórka zawsze wygrywała. Wśród nich jest facet chory na cukrzycę i potrafi taki sport uprawiać. Niesamowite. Są kajakarze. Liczę na to, że Marek Twardowski, który dzisiaj będzie szedł z flagą, odmieni niedobrą w ostatnich igrzyskach tradycję, że chorążemu nie zawsze się udawało. To jest wielka sprawa. Ja akurat miałem szczęście, byłem na jedenastu igrzyskach, które oczywiście zamieniłbym na jedne jako zawodnik, ale Bóg nie dał talentu, więc byłem tylko w grupie działaczy czy dziennikarzy. Kiedy pan wchodzi na stadion i ma świadomość, że cały świat ogląda, to nie zamieni pan tego na nic. Nie ma takiej wartości, którą by ktoś zapłacił za to, by iść z flagą na czele ekipy.

Cały wywiad

Blog Andrzeja Persona

Ludzie Platformy Obywatelskiej

Regionalne serwisy PO

Biuro Krajowe PO, ul.Andersa 21, 00-159 Warszawa
tel.: (0 prefix 22) 635-78-79, (0 prefix 22) 831-55-07
fax: (0 prefix 22) 635-76-41

Redakcja serwisu PLATFORMA.ORG
ul. Marszałkowska 87 lok. 85
tel.: (0 prefix 22) 402 42 03
www@platforma.org